Zgłoś błąd
X
Zanim wyślesz zgłoszenie, upewnij się że przyczyną problemów nie jest dodatek blokujący reklamy.
Błędy w spisie treści artykułu zgłaszaj jako "błąd w TREŚCI".
Typ zgłoszenia
Treść zgłoszenia
Twój email (opcjonalnie)
Nie wypełniaj tego pola
Załóż konto
EnglishDeutschукраїнськийFrançaisEspañol中国

Światowe finały MSI Master Overclocking Arena 2010

wistler | 28-09-2010 18:34 |

Emocje niczym suflerowski kurz bitewny już opadły, czas więc na podsumowanie kolejnego overclockerskiego eventu, który odbył się 11 września w NTU Center Tajpej, Tajwan. Ci z Was, których ominęły informacje z bardzo dalekiego wschodu, mają za zadanie nadrobić straconą lekturę. Przypomnę jednak, iż reprezentacja Polski w składzie Karolina "Borko" Borkowska oraz nasz redakcyjny kolega Marcin "ryba" Rywak zajęli w światowych finałach zaszczytne trzecie miejsce. Niestety z przyczyn od nas niezależnych nie mogliśmy pojawić się w kraju starej kultury w nowoczesnym opakowaniu. Artykuł nie będzie miał więc formy obszernej relacji z mnóstwem zdjęć, a jedynie krótkiego, aczkolwiek bardzo ciekawego wywiadu okraszonego jednak kilkoma fotografiami. Gotowi? Czas zaczynać.

Autor: wistler - Wojciech Patelka

Z racji tego, iż cała nasza trójka znajduje się w różnych częściach globu, nie mogliśmy spotkać się standardowo przy kawie w jednej z kawiarni któregoś z polskich miast i "na żywo" dogłębnie omówić temat. Wszystkie pytania i odpowiedzi wymieniliśmy więc korzystając z dobrodziejstw Internetu i tworów autorów, których celem było szybkie komunikowanie się na odległość. Starałem się jednak tak skonstruować ostateczny wygląd wywiadu, by miał on klasyczny, znany z codziennej prasy kształt. Zaczynajmy więc!

Wojciech Patelka: Moi drodzy, serdeczne gratulacje ode mnie i całej ekipy vortalu PurePC.pl! Po wielu tegorocznych problemach z zawodami ocerskimi w końcu udało się osiągnąć pożądany rezultat. Do samego końca nic jednak nie wskazywało na poprawę sytuacji.

Marcin Rywak: Tak, ten rok nie obfitował w sukcesy. Można powiedzieć, iż z Chaosem przegraliśmy eliminacje europejskie (6 miejsce, pierwsze z przegranych - przyp. red.), mnie "przypadkowo" udało się wygrać online'owy turniej firmy Futuremark pod nazwą Lords of Overclocking, gdzie nagrodą był wyjazd do Tajpej. Na forum wortalu poruszyłem wątek odnośnie problemów w naszym półświatku, zainteresowanych odsyłam do lektury (https://www.purepc.pl/podkrecanie/problemy_w_swiecie_overclockingu - przyp. red.).

WP: Skąd jednak pomysł, by na finały zabrać Karolinę?

MR: Tak naprawdę pomysł urodził się już dawno temu, jeszcze przed zawodami w Paryżu. Jak zapewne wiecie, Chaos (Piotr Maj, nasz redakcyjny kolega) został szczęśliwym ojcem, jego uczestnictwo stało więc pod znakiem zapytania. Kraj słynący z wina udało nam się jednak wspólnie odwiedzić. Plan awaryjny trzeba jednak było mieć. Pomysł spodobał się memu koledze ze Szwecji, Jonasowi Klarowi (Mean Machine - przyp. red.). W imię mojej zasady: "Jeśli nie możesz ze sobą zabrać swojego team-mate'a, który ma udział w dotychczasowych sukcesach, weź dobrego znajomego, który będzie Cię wspierał, ale nie jest stricte overclockerem" zabrał swoją znajomą.

WP: Pomysł jest więc jak najbardziej trafiony - Jonas wraz ze swoją partnerką Mink (Ann-Sofie Lönnqvist – przyp. red.) zajęli w Paryżu drugie miejsce, Wy uplasowaliście się teraz oczko niżej. W Tajpej wypadli jednak bardzo słabo, nie spodziewałem się szczerze mówiąc szesnastego miejsca. :)

MR: Nie jest więc to gwarantem sukcesu.

WP: Karolino, skąd znacie się z Marcinem?

Karolina Borkowska: Pracuję w branży IT od kilku lat, zajmuję się public relations. Dla przykładu trzy lata moim klientem był Asus, ale także inne firmy z tej dziedziny. Tak też właśnie poznałam się z rybą. Pierwszy raz spotkaliśmy się na evencie zorganizowanym przez firmę Intel. Później pojechaliśmy z ekipą PurePC na tegoroczne targi CeBIT. Tak to się zaczęło.

WP: Skąd więc znalazłaś się na liście overclockerów biorących udział w zawodach MSI MOA 2010? Masz jakieś doświadczenia w tej dziedzinie?

KB: Czym jest overclocking wiedziałam wcześniej, gdyż moi klienci są z branży IT, choć przyznaję szczerze, w szczegóły nigdy się nie zagłębiałam – nie było mi to potrzebne do pracy. Jak znalazłam się w gronie overclockerów? Pewnego dnia odebrałam telefon od ryby z pytaniem, czy mam jakieś plany na początek września i czy nie wybrałabym się z nim do Tajpej na zawody Master Overclocking Arena. Zastygłam, chwilę później wydusiłam z siebie tylko: „Gdzie?”. Potrzebowałam kilka dni do namysłu, jednak ostatecznie zgodziłam się.

WP: Nie znasz więc tej dziedziny komputerów w praktyce?

KB: Przyjechałam do Marcina kilka dni wcześniej, by się troszkę poduczyć. Poza nowymi doświadczeniami bardzo miło spędziłam czas w Wielkopolsce.

WP: Jakie mieliście odczucia przed zawodami – po wygranym przez Marcina Lords of Overclocking liczyliście, że los się odmienił i uda się wygrać, sceptycznie czy może lecieliście tam, by przede wszystkim dobrze się bawić i zobaczyć kawałek świata?

MR: Z pewnością jak każdy sportowiec przed olimpiadą chciałem zająć jak najwyższe miejsce, jednak po tegorocznych przeżyciach postanowiłem się przede wszystkim dobrze bawić. Nie traktowałem niczego śmiertelnie poważnie, nie czułem się zobowiązany, by bronić zeszłorocznego rezultatu. Oczywiście – byłoby miło, jednak nie to było priorytetem.

KB: Ja mogłam liczyć przede wszystkim na rybę, nie ja grałam w teamie pierwsze skrzypce. Znamy się jednak nie od dziś, znam jego możliwości, także byłam więcej niż pewna, że uda nam się, a w zasadzie Marcinowi przy mojej małej pomocy dotrzeć bardzo wysoko. Cały czas jednak podkreślał on, że przylecieliśmy tutaj przede wszystkim, żeby się dobrze bawić i nie dał mi odczuć, że było inaczej. I rzeczywiście tak to wyglądało – atmosfera między zawodnikami jest wyjątkowa, nie ma między nimi otwartej rywalizacji, wręcz przeciwnie. Przyjaźń, wsparcie i wspólna zabawa to główne przymioty takich zawodów. Zabawa ponad wszystko!

WP: Mimo wszystko, były to finały światowe.

MR: Tak, gra toczyła się o dużą stawkę, tak więc chciało się wypaść jak najlepiej. Zjechały się drużyny z całego świata, jednak wyniki ich większości nie były powalające. Nie obawiałem się więc owych teamów zbyt mocno, gdyż na tego typu zawodach prezentują stosunkowo niski poziom.

WP: Jak minęła podróż, w końcu Tajpej znajduje się bardzo daleko.

MR: Podróż minęła pod znakiem dyskusji na temat IT, ale nie tylko. Ubolewamy nad tym, że zabrakło Ciebie, z pewnością byłoby o wiele weselej, mamy jednak nauczkę na przyszłość. Podczas przesiadki w Hong Kongu spotkaliśmy dobrze mi znanego Sampsę z Finlandii oraz całą ekipę z Włoch, także było nam raźniej.

KB: Strasznie długa i męcząca podróż. Sporo przygód mieliśmy już na samym początku, przepakowanie i rozstanie z Tobą nie należało do sympatycznych aspektów wyjazdu. Tak jak powiedział ryba – sporo rozmawialiśmy nie tylko na tematy związane stricte z IT. Nie można oczywiście pominąć drzemek, mnóstwo czasu spędziliśmy w samolotach i na lotniskach. Muszę przyznać, że Marcin jest mistrzem dostosowania pozycji snu do ułożenia fotela w samolocie – tak jak usiadł, tak obudził się po 10 godzinach. Mistrz. :)

WP: Ciepło przyjęli Was w Tajpej?

MR: Oczywiście, nie mamy żadnych zarzutów pod tym względem, prawda Karolino? Szybka akomodacja w hotelu, uroczysta kolacja, no i oczywiście miejsce zawodów – cała hala sportowa do naszej dyspozycji. Wszystko było w jak najlepszym porządku. Dobra oprawa audio-wizualna towarzyszyła nam przez cały weekend. Gratulacje dla organizatorów.

WP: Ryba, powiedziałeś wcześniej o większości teamów, których się nie obawiałeś. Miałeś inne odczucia, gdy zobaczyłeś „na żywo” kolegów, osoby znane z HWBota oraz pozostałych wiedząc, że kolejnego dnia przyjdzie Ci się z nimi zmierzyć?

MR: Tak jak powiedziałem przed chwilą, z większością teamów nie mam żadnych zatargów i zawody traktujemy bardzo przyjacielsko. Tyczy się to głównie zespołów europejskich. W moim odczuciu pozostałe drużyny mają duże problemy ze zrozumieniem ducha walki fair-play. Nasze trzecie miejsce z pewnością niejednemu podniosło ciśnienie. :)

WP: Przed wylotem przyznałeś mi, że największym przeciwnikiem jest ekipa ze Szwecji (Elmor i ME4ME). Jak wyglądały Wasze relacje w Tajpej?

MR: Mamy bardzo dobre stosunki towarzyskie. To, że wiedzie się im bardzo dobrze podczas większości tego typu imprez nie sprawiło nam większych kłopotów, alienacji od nich, czy czegokolwiek z tych klimatów. Raz udało się ich zwyciężyć, przeważnie idziemy łeb w łeb. Kolejność ostatecznych miejsc nie ma dla nas większego znaczenia.

WP: Karolino, jak to wyglądało z damskiego punktu widzenia? Czy w świecie OC znajdą się jakieś ciekawe obiekty, na których można zawiesić oko? :)

KB: <śmiech> Żaden mi się nie spodobał, jestem świeżo upieczoną, szczęśliwą mężatką. :) Mówiąc o rywalizacji, nie czułam, której drużyny musimy się obawiać, wiedziałam to tylko z opowieści Marcina. Nie wpłynęło to jednak na moje nowe znajomości nawet w najmniejszym stopniu. Wiedziałam jednak, że rybie się powiedzie.

Bądź na bieżąco - obserwuj PurePC.pl na Google News
Zgłoś błąd
Liczba komentarzy: 9

Komentarze:

x Wydawca serwisu PurePC.pl informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Kliknij zgadzam się, aby ta informacja nie pojawiała się więcej. Kliknij polityka cookies, aby dowiedzieć się więcej, w tym jak zarządzać plikami cookies za pośrednictwem swojej przeglądarki.